Z PERSPEKTYWY LUCAS'A.
Siedziałem w salonie czekając na odzew Jacob'a. Słysząc jak wbiegł do domu zdyszany krzyknął. - Ann miała wypadek! - Zerknąłem na niego szybko wstając oraz nie dowierzałem. - Gdzie?! - Krzyknąłem szybko zabierając kurtkę oraz wybiegłem za braćmi.
Gdy przybiegłem na wyznaczone miejsce zauważyłem masę krwi oraz policji. Chciałem podejść bliżej,ale nie pozwalali mi. - To moje dziecko i moja żona! - Krzyczałem wyrywając się im jak tylko mogłem.- Musi Pan jechać za karetką. - Dodała ochrona. Warknąłem i podbiegłem szybko do garażu wraz z braćmi. Katie jednakże chciała jechać. - Dani,zostań z dziećmi! - Krzyknęła wsiadając oraz udaliśmy się za wyjącą karetką.
Jacob jechał tak szybko,że na miejscu byliśmy zaledwie po 14 minutach. Wbiegłem jak poparzony do szpitala oraz podszedłem do pielęgniarek. Pytając o oddział na którym leży Ann ujrzałem OJOM. Zerknąłem na nie załamany oraz usiadłem pod wyznaczoną salą. Widząc jak ją wiozą oparłem się wstając o ścianę i zjechałem po niej. - Doktorze! - Krzyknęła Katie dodając. - Co z nią? - Zapytała stojąc. - Nie straciła dziecka. Ale módlmy się o tą noc. - Zerknął na nas wszystkich. Uniosłem swoje oczy na niego oraz westchnąłem. Widząc reakcję Katie spuściłem wzrok.
Z PERSPEKTYWY ANN.
Czy ja coś czułam? W zasadzie nic. Słyszałam tylko rozmowy oraz niekiedy widzialam swiatełko.Na szczęscie czułam nasze dziecko. To była teraz taka bezbronna istotka.Słysząc coś usłyszałam jak ktoś wchodzi na salę. Był to Luke oraz reszta.
- Jezu. - Dodała Katie siadając na krzesełku obok mnie. Przesunęła dłonią po moich włosach oraz zerknęła na chłopaków. - Luke. - Zerknęła na niego oraz ustąpiła mu miejsca. - Siedź..- Dodał pod nosem oraz przyjrzał się mi. - To wina tej szmaty.Zapłaci jej za to.. - Warknął Jake zerkając przed siebie.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz